Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

15 lipca 2017

sycylijskie wspomnienie


wyjazd tak inny od poprzedniego. 

ile osób, tyle osobowości. 

jedne urodziny, kwitnące opuncje, słodkie pomidory zamiast winogron. przecudowne morze jońskie i wietrzna etna. pierwszy letni deszcz w tym roku. najlepsza granita cytrynowa ever.



12 października 2015

sycylia od kuchni

sycylia to bardzo dobry wybór na urlop/weekend we wrześniu i/lub październiku. nastawiona przez przyjaciół, spodziewałam się rewelacyjnej pizzy i równie dobrych lodów.

zatem

pizza jest - zwyczajnie - dobra. nie trafiłam na nic, za czym mogłabym tęsknić. a wiele razy próbowałam :-)  bardzo mnie cieszy, że dobrą - prawdziwie włoską - pizzę mam w zasięgu ręki. w co najmniej paru pizzeriach w mieście :-)
lody. są bardzo, bardzo, słodkie. dla mnie: za bardzo. po powrocie z chęcią poszłam do ulubionej lodziarni za rogiem. nie warto lecieć na włoską wyspę na lody.


natomiast. warto lecieć na sycylijskie winogrona. są aromatyczne, pełne słońca, chrupiące. idealne. pierwszy raz widziałam w sprzedaży grona z kawałkami łodygi. baardzo wygodne. 


podobnie, jak lody, równie słodkie są wyspiarskie desery. królują różności z ricottą. pozycja obowiązkowa to cannoli siciliani - rurki z ciasta faworkowego (?), wypełnione słodkim serem i kawałkami czekolady. nie trafiłam na tiramisu. jak wyjaśnił nam pan z wypożyczalni: tiramisu to włoski deser. nie sycylijski.

będąc we włoszech, nie mogłam nie spróbować kawy. 
i choć nie jestem fanką...
przypadła mi do gustu latte macchiato. składa się z dużej ilości spienionego mleka, espresso i mlecznej piany. dla mnie jest to sama piana. i to jaka (!)
spróbowałam znaleźć taką w moim mieście. (nadal) nie jestem fanką, więc poddałam się - bez żalu - po jednej nieudanej próbie :-)


dobrą pizzę mam u siebie. dlatego na moim sycylijskim stole królowały makarony. często z sosem na bazie pomidorów. pyszności. lokalna specjalność: pasta alla trapanese, czyli makaron z pesto, migdałami i czosnkiem; podbiła moje serce. na tyle, że będę nią rozpieszczać moich znajomych :-)


polecam Wam lokalne sery pecorino i sycylijskie, małe, czarne oliwki. a przede wszystkim: polecam Wam sycylię :-)

p.s.: 
zapomniałabym. spróbujcie opuncję figową. warto :-)

7 sierpnia 2015

pocztówka z wakacji

(dziś trudno w to uwierzyć, ale) zmarzłam tego lata. pierwszy raz ever było mi zimno nad morzem. 


było tak wietrznie i deszczowo, że nie mogło być mowy o rozbieraniu. sukienki pojechały, powisiały i wróciłyśmy ;-) 
- bardzo udany zakup - powiedział. o kangurce z kapturem i linami do cumowania sporych łodzi. nie to miałam na myśli, mówiąc, że mu udowodnię

uratowała nas sauna, zupy i kluby. przebojem tegorocznego lata: szachy (!). 


było na tyle ciepło, że zdążyłam się zakochać w nadmorskich naleśnikach. przy szachach - otulona kocem - sączyłam mrożoną. i dałam się wyciągnąć na rower.* 

* wróciłam przemoczona do suchej nitki. jak kiedyś, przy chatce górzystów. tyle, że teraz nie było ognia, przy którym mogłabym wysuszyć skarpetki i ogrzać dłonie. 

5 sierpnia 2015

letni czas



druga połowa lata. baluj więc. z pomocą mamy, lub bez :-)

13 sierpnia 2014

pocztówka z wakacji

w tym roku udało się nam nie pojechać do ulubionego nadmorskiego grajdołka ;-) dla odmiany, nadbałtycki urlop spędziliśmy w kurorcie :-) zielone miasto. szeroka plaża. mnóstwo możliwości spacerowo - rowerowych. to atuty.
pusta plaża (wieczorami i o poranku) to magiczne miejsce. szum w tle... 


gastronomicznie: pustynia (dla tych, co vege). (mimo to) znaleźliśmy pyszną pieczarkową, pomidorową z pieczonych pomidorów i racuchy z jagodami :-)
(podobno) najzimniejszy rejon polskiego wybrzeża. bossz, bałtyk był naprawdę zimny. początkowo cieszyłam się, że hotelowy basen będzie fajną alternatywą. ale. zapach cl jest dla mnie, delikatnie rzecz ujmując, trudny. - lepiej pachnieć chlorem, niż moczem mawia Leo. no comment. oraz: bardzo wysusza moją (i tak suchą) skórę. być może dlatego trafiłam na nowe (dla mnie) kosmetyki. zapowiadają się bardzo. jeśli się sprawdzą, opowiem o nich. bo dobrym trzeba się dzielić :-)
było bardzo muzycznie.
miłośnikom kawy mąż poleca kawkę. przemili ludzie :-) pyszna kawa :-) eleganckie opakowanie: w sam raz na prezent :-)
a także: zakochałam się w zielonej górze. jest piękna (!)

11 sierpnia 2013

pourlopowo

kolejna wyprawa nad bałtyk za nami.  trzeci rok w tym samym miejscu. do trzech razy sztuka :-). jak co roku - było super. tak samo i inaczej. parasol - namiot okazał się świetną inwestycją. na upalne dni i wietrzne wieczory. na plażę chadzaliśmy piechotą. zapach lasu o poranku to coś, czego nie mam na codzień. morze szemrało, mruczało lub huczało. w zależności od nastroju. jak kobieta ;-). 
dużo spacerowaliśmy. spaliśmy na plaży. nie kusiła nas ani koszykówka, ani nadmorskie desery. 
trafiliśmy na pyszne obiady z najwyższym ciastem drożdżowym, jakie jadłam (o deser dnia zapytaj Kaśkę). 
dostałam naszyjnik z bursztynów i korali. 

dowiedziałam się, że jedyne obiekty mające gości cały rok, to trzy najdroższe hotele/pensjonaty. zastanawiam się, czy umiałabym prowadzić pensjonat?

9 sierpnia 2012

pourlopowo

wróciłam z wakacji :-) 
było super. piękne, słoneczne dwa tygodnie. ciepły bałtyk (nie wierzę, że to mówię ...) gofry - marzenie. nadrobiłam arbuzowe braki. poleżałam. poczytałam. pooglądałam zachodzące słońce. poprzyglądałam się ludziom. zafundowałam sobie plażowy peeling. zachwyciłam lampionami migoczącymi na wieczornym niebie. mało brakowało a dałabym się wytatułować. henną of course. Leo kupił kota - klamkowca dla Ani. ja burszyn dla drugiej. graliśmy w koszykówkę za dwa zeta. wciągające. kupiliśmy dwa dobroczynne słonie. wypiłam niezliczone soki prosto z sokowirówki. spróbowałam nowego magnum. najadłam się karmelowego popkornu po wsze czasy. 

po powrocie
mąż się aklimatyzował. jakbyśmy wrócili z australii. ja: rozpakowałam, poprałam, ogarnęłam wsio w tempie bardzo slow :-)
zakisiłam ogórki. zrobiłam sałatkę. upiekłam pierwsze ciasto ze śliwkami :-)
jak mogłam zapomnieć: w drodze powrotnej kupiłam wielgachną, puchową kołdrę. mam nadzieję, że będzie bardzo ciepła :-) na długie zimowe wieczory i ranki.

lubię wakacje :-)

11 sierpnia 2011

pocztówka znad Bałtyku

na straganach w nadmorskich kurortach i kurorcikach wybór pocztówek ogromny. prawie wszystkie śliczne. jedna mnie zadziwiła: z delfinem. niewielu uwierzy w bałtyckie delfiny, ale pewnie nie o to chodzi.

kolej na moją własną pocztówkę. jest wieloobrazkowa. obrazek numer jeden to dojście do plaży. dość długie, przez nadmorski las. w oddali widać nitkę plaży i połyskujące morze. uwielllbiam. dla mnie cud świata :-).

na drugim obrazku plaża o zachodzie słońca. wiadomo: zachody słońca w ogóle, a nad morzem w szczególności, wprawiają nas w zachwyt. codzienna magia. wybraliśmy się z Leo na plażę myśląc o chwilach we dwoje a tu proszę: plaża tętni życiem(!). tak więc na drugim obrazku widzimy spacerujące pary w przeróżnym wieku. widzimy tatę zbierającego z dzieckiem kamyki. grupkę przyjaciół zaśmiewających się do łez. ktoś gra w piłkę, ktoś rzuca takim okrągłym talerzem (nie pamiętam nazwy). ktoś biega z psem. rybacy wędkują przy falochronie. przystojniak fotografuje swoją dziewczynę. starsze panie wygodnie obserwują morze z leżaków i - popijając gorącą kawkę  - plotkują. jakaś liczna rodzinka pomału zbiera swoje plażowe obozowisko, pakując cały majdan na rowery. mnóstwo ludzi na tym obrazku. same dobre emocje.  

trzecia fotka to pejzaż z krainy w kratkę. tam mieszkałam. i choć zdarzały mi się lepsze warunki agroturystyczne, to urzekła mnie serdeczność ludzi i piękno krajobrazu. na fotce koniecznie bocian.

czwarty w kolejności slajd przedstawia mnie, zajadającą się gofrem :-). gofry nad morzem to dla mnie pozycja kultowa. obowiązkowo z bitą śmietaną i jagodami.  Adaś kupił ze śmietaną i (uwaga, uwaga): g a l a r e t k ą. słyszeliście o gofrach z galaretką? ja nigdy. nie jadłam, ale sądząc po minie Adasia – można zrezygnować z zakupu. a jeśli sprzedają też z jagodami, to nawet należy zrezygnować :-)

czwarte (maleńkie) zdjęcie to wszechobecny bursztyn. konkretnie stragan z wyrobami z bursztynu. bez niego ta pocztówka nie byłaby moja :-). jestem wielką fanką :-).  wybór jest ogromny. jak zresztą wszelkich innych pamiątek, drobiazgów, sprzętów plażowych i czego dusza zapragnie. moja ulubiona bloggerka powiedziałaby, że jest tego pierdylion :-) . JEST :-) . bursztyn nad Bałtykiem występuje w wielu postaciach. jako proszek na nalewkę, drobinki dołączone do kartek pocztowych, poprzez słoniki, żółwie, żaby, statki żaglowe, po wielkie zawieszki a nawet lampki i lampy. każdy znajdzie coś dla siebie. podoba mi się to, że obok biżuterii kosztującej setki złotych stragany oferują śliczne bransoletki za dyszkę. powtórzę: każdy znajdzie coś dla siebie :-)

z boku wcisnę jeszcze fotkę przedstawiającą latarnię morską. niby nic, prosta wieża z kręconymi schodami – a jednak urokliwa.

Do tego jeszcze:  P o z d r o w i e n i a   z n a d  B a ł t y k u

i ślemy :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...