29 grudnia 2013

poświątecznie

biała wielkanoc.
wiosenne boże narodzenie.
+12 stopni i słonko w twarz.

niecodzienne.  

ugotowałam pyszny barszcz.
pierwszy raz.
i drugi.



od lat próbuję pozbyć się świątecznych torebek prezentowych. faktem jest, że co roku kupuję papier. i co się da: zawijam, obwiązuję, ozdabiam. torebek przybywa.

























bilans katrek świątecznych a.d.2013:   - 22;  +10
bilans katrek świątecznych a.d.2012:   - 21;  +10
bilans katrek świątecznych a.d.2011:   - 19;  + 9

25 grudnia 2013

23 grudnia 2013

życzenia



z okazji nadchodzących świąt życzę wam:


uśmiechu i radości
wielu miłych gości
szczęścia kilogramów 
przyjaciół, jakich mało
życzliwości wokół
dobrego nowego roku
:-)

20 grudnia 2013

lody poproszę :-)

nawet
najlepszy
deser
lodowy


to

profanacja

lodów

18 grudnia 2013

dzwoni telefon

odbieram po trzecim takcie.

- jestem w sklepie. kupić ci coś?
- gwiazdę betlejemską.

wraca do domu:


16 grudnia 2013

przesądy

nie jestem przesądna
ale
wierzę, że w mądrościach ludowych jest sporo prawdy.

żyjemy w czasach prędkości. zwycięzcę od zawodnika spoza pierwszej dziesiątki dzielą setne sekundy*. a podróż do chin zajmuje mniej niż dobę.
nie zawsze tak było.
mimo to, między mądrością moich babć i mądrością feng shui występuje wiele podobieństw. różne uzasadnienia. ten sam przekaz.

nie dawaj noża w prezencie. bo przecina więzy.

nie śpij z nogami w kierunku drzwi. babcia: bo cię wyniosą. czytaj --> umrzesz. fs: bo to niekorzystny przepływ energii. źle wpływa na jakość snu.

nie siadaj na rogu stołu. babcia: bo zostaniesz starą panną. fs: bo zatruta strzała narożnika trafia w brzuch, który jest centrum energetycznym ciała. 

nie wieszaj prania po zmroku. babcia: bo wejdzie w nie diabeł ;-) fs: bo przyciągnie złą energię.

nie pij z utłuczonego kubka. nie pamiętam, co na to babcia. fs: bo zapraszasz niedostatek do domu.

inna filozofia. ten sam przekaz.
chyba, że babcie miały chińskich przodków ;-). ale były tak babcine, że to mało prawdopodobne.

* dla mnie to abstrakcja. dwadzieścia dwa mówię sekundę.

13 grudnia 2013

piątek 13-tego

szczęście to taki stan umysłu, w którym cieszysz się, że żyjesz. 

 lauré kendrick

pomimo  trzynastego.
pomimo  złamanego paznokcia. 

paznokieć nigdy nie łamie się w domu.
bo pod ręką jest pilniczek :-)

oraz

nie lubię obcinania. życie stało się milsze, odkąd odkryłam, że najlepiej obcina się pomalowane :-) na dodatek: świetnie wyglądają :-)

11 grudnia 2013

przemyślenia znad kapusty

dom musi (najpierw) śmierdzieć kapustą
żeby (później) mógł pachnieć bigosem :-)


co nie wyklucza
stale unoszącej się woni 

9 grudnia 2013

plany planami

a życie płynie swoim nurtem. tak było w miniony weekend. miałam być - jak świąteczny kevin - sama w domu. a znalazłam się w oku cyklonu ;-). i nie mówię o ksawerym.  przedświąteczne rodzinne zamieszanie osiągało apogeum. rozdaliśmy wiekszość prezentów, zjedliśmy pierwsze wigilijne pierogi, ledwo powstrzymałam się przed śpiewaniem kolęd ;-). 

plany planami.


dlatego rzadko planuję. best friend - spec w tej dziedzinie - ma domowy budżet, którego nie powstydziłoby się średnich rozmiarów przedsiębiorstwo ;-) oraz mapę marzeń do (co najmniej) 2023 roku. uchylę rąbek tajemnicy: w 2023 wybiera się na bali :-). podziwiam horyzonty. 
nam tymczasem udało się zachować mikołajkową tradycję. widok choinki, jak co roku, wprawił mnie w niemy zachwyt.  oraz: zepsułam prezent od adasia. potłukłam. 

6 grudnia 2013

mikołajkowo

to dziś.
oficjalne otwarcie sezonu świątecznego. w sklepach gorączka: czas wzmożonych zakupów. zaczynamy(?) myśleć o prezentach. miasto mieni się świątecznymi ozdobami. po ulicach - mimo wiatru - krążą mikołaje.
planowałam weekend we dwoje (santa's style ;-)). tymczasem Leo zabrał zabawki i pojechał grać. 
(czy) powinno mnie to martwić ;-) ?
tym sposobem przede mną dwa dni z książką, herbatą i sernikiem ;-). przy blasku lampek choinkowych :-). 
chwilo, trwaj :-)
a ciebie, mikołaju, proszę o pilniczek do paznokci (if any) :-)



4 grudnia 2013

świąteczna filmoteka

moi  filmowi faworyci na przedswiąteczny czas. znane pozycje. które bardzo lubię. 


to właśnie miłość.

ciepła komedia o miłości. która nie zawsze jest bajkowa. jak w życiu.  
niesamowici hugh i rowan.







listy do m.

pełna humoru polska komedia romantyczna. fantastyczna obsada. chwilami śmiałam się do łez. choć też nie wszystko na różowo. powtórzę: jak w życiu :-)





hania.
i na tym filmie łzawiłam ;-). tym razem ze wzruszenia. najbardziej poruszający film z prezentowanej trójki. otwiera serce na drugiego człowieka. po obejrzeniu ma się ochotę przygotować dwa nakrycia dla niespodziewanych, wigilijnych gości. nie oglądajcie bez chusteczek w zasięgu ręki. albo: oglądajcie :-) 



bardzo polecam :-)

2 grudnia 2013

grudzień came

w ostatni miesiąc roku weszłam tanecznym krokiem

była zabawa, sporo się działo
 i znowu nocy było mało
 było głośno, było radośnie
przetańczyliśmy razem całą noc


29 listopada 2013

zaintrygowana

jakiś czas temu trafiłam na bloga Anuli. a na nim na wpis, że pierwsze zdanie książki, jest jak obietnica. jak drzwi do sekretnego ogrodu.
nie mam tak. dla mnie to nowe, ciekawe spojrzenie.
jestem w połowie książki, która rok czekała na półce. od tygodnia chłonę ją zdanie po zdaniu. postanowiłam wrócić do pierwszego:

wszystko zaczyna się od spotkania największej i najmniejszej komórki ludzkiego organizmu - komórki jajowej kobiety i plemnika mężczyzny.

kupilibyście tę książkę kierując się pierwszym zdaniem?


***

kupilibyście tę książkę kierując się tytułem?
(o śmierci i odrodzeniu. czyli jak umrzeć bez lęku)


***

będąc w połowie lektury, chętnie (czytaj: z głębi serca) kupiłabym ją paru bliskim osobom. ale, jak mawia autorka bloga prezentuję prezenty, już tytuł dyskwalifikuje ją jako podarunek. o treści nie wspominam. bo temat - delikatnie rzecz ujmując - niepopularny. 
(prawdopodobnie) nie uda mi się zachęcić do lektury nawet własnego męża. a potem będzie kartkował w pośpiechu ;-)

***

tak, czy inaczej: andrzejki za pasem. będą tańce, hulanki, swawole ;-) czego i wam życzę :-)

27 listopada 2013

przedśpiew ;-)

powodów może być kilka

pierwszy śnieg za oknem.
jeszcze nieśmiały i nietrwały. ale zwiastujący nadchodzącą zimę.

zbliżające się andrzejki.
na których ostatni raz w tym roku spotkam paru znajomych. już dziś myślę o upominkach dla nich.

nabierająca realnych kształtów lista świątecznych prezentów.

(wyjątkowo) wcześnie zapadający zmrok
lub złudzenie pochmurnych dni

sprawiły

że przyprawiając barszcz (do ruskich)
otarłam się o magię świąt :-)

25 listopada 2013

minął weekend

wypełniony po brzegi. rozoczęty szybką wizytą u rodziców. zakończony gośćmi u nas. rozdałam pierwsze mikołajkowe upominki. oraz: po raz kolejny obserwuję połączoność naczyń. tym razem w małżeństwie (choć nie tylko).
jadąc do rodziców, pomyślałam, że moglibyśmy z leo kupić sobie pewien wspólny prezent pod choinkę. po chwili mąż zaproponował to samo. znajomi obdarowali nas niecodziennym naczyniem. zapytani, co powinniśmy w nim trzymać, i on i ona (niezależnie) wskazali takie samo przeznaczenie. 
przeczytałam kiedyś, że żeby dobrze razem żyć (w rodzinie, małżeństwie, przyjaźni) trzeba przeżyć ze sobą minimum trzy życia. po siedmiu układ jest idealny. mam nieodparte wrażenie, że aktualne życie jest naszym wspólnym siódmym. bo im dłużej, tym lepiej :-)

20 listopada 2013

podaj dalej

obejrzałam z zapartym tchem.

film o krętych scieżkach życia. o tym, że warto pomagać. że każdy uczynek jest ważny. a dobro zawsze powraca. 

i ty możesz zmienić świat. zacznij już dziś. od uśmiechu. 

i podaj dalej :-)

18 listopada 2013

wyróżnienie

za nami bardzo miły weekend. poleniuchowałam z książką w ręku. odwiedziliśmy dawno niewidzianych znajomych. zebraliśmy ekipę andrzejkową. dostałam pierwszy prezent od mikołaja. oraz wyróżnienie od Asi


jest mi bardzo miło. moje pierwsze wyróżnienie :-) o sobie już kiedyś pisałam (i to sporo ;-)). czego się jednak nie robi :-) zatem:
  1. interesuję się właściwościami kamieni i minerałów. niedawno odkryłam, że włożony pod poduszkę piryt zapobiega chrapaniu. niektórzy moi bliscy znajdą go pod choinką :-)
  2. pomału udziela mi się przedświąteczny nastrój. uwielbiam ten czas. mam już kilka pomysłów na prezenty :-)
  3. zdarza mi się - ostatnio nierzadko - sprosić gości nie do siebie. nie oberwałam jeszcze za to. być może następnym razem ?
  4. lubię śpiewać. corocznym hitem sezonu są kolędy. szkopuł w tym, że fałszuję. nawet do karaoke :-) na marginesie: kolędy karaoke to świetna zabawa na świąteczny czas.
  5. lubię tańczyć. nie ma znaczenia gdzie i kiedy. może to być zarówno bal na sto par, jak i własne m :-) nigdy nie bawiłam się na imprezie przebierańców. może kiedyś, gdzieś ?
  6. w tym roku urzekają mnie anioły. mówią do mnie z wystaw. nie pozwalają przejść. czy to jakiś objaw ;-) ?
  7. życie nieustannie mnie zaskakuje :-)
nie nominuję osób do zabawy. wiele z was było już nominowanych. zamiast tego, gorąco zachęcam wszystkich odwiedzających. zapraszam, przedświątecznie :-)

14 listopada 2013

o blogu

największym zainteresowaniem cieszą się posty kulinarne. w apetycznym peletonie jest tylko jeden post o innej tematyce. ten. wnioski ??

a) jestem miłośniczką (jedzonka)
b) wy jesteście :-)
c) powinnam iść na spacer

***

kupiłam pierwsze świąteczne drobiazgi, które znajdą się pod choinką. oraz: znajomi zaprosili nas na święta. zażartowałam, że będziemy, jeśli będzie cała paka. i - być może - spędzimy pierwszą wigilię w gronie przyjaciół :-)

12 listopada 2013

weekend w czechach

aktywny. dużo chodzenia, mało jedzenia :-). 
co jest trudne dla 'zjadaczy kwiatów' w krainie rumcajsa? znalezienie kwiatów do jedzenia. (nieprawdopodobne, ale) okazało się to trudniejsze, niż latem na wybrzeżu. bo sąsiedzi nie znają pierogów, które są żelaznym kołem ratunkowym w kraju. 

natomiast. 
byliśmy w zaskakującej knajpce. hell(oween) style. w bardzo dobrym znaczeniu. warto pojechać dla samej knajpki ;-)
przed zwiedzaniem skusiliśmy się na čerstve rohlíky. se sýrem a povidly. se sýrem a ořechy. rozmiar xs (według polskich standardów). dla mnie w sam raz :-)



już w hotelu zamówiliśmy grzybową cappucino. alle zupa(!). nie zdążyłam zrobić zdjęcia ;-). równie dobrą - choć tradycyjną, z łazankami - jadłam w bieszczadach. co różni grzybową cappucino od grzybowej? to, co kawę cappucino od kawy. warstwa puchowej bitej śmietany :-).
po chłodnym dniu delektowałam się zieloną herbatą :-)

11 listopada 2013

(wszechobecna) równowaga

dlaczego (zdarza się, że) kobieta gotuje zupę w trzech garnkach ??
...
bo tak.

z drugiej strony:

jak będę miał mnóstwo kasy; tyle, że będę mógł kupić bmw; to kupię lexusa.


jest równowaga ? 

8 listopada 2013

egocentryzm

kawał przeczyłam na blogu barbarelli. tak mi się spodobał, że nie mogę się powstrzymać:

- panie doktorze, zjadłem pizzę z opakowaniem! czy ja umrę?
- wszyscy umrą.
- wszyscy umrą ... ? boże, co ja narobiłem !!!


***

bardzo udanego długiego weekendu :-)

7 listopada 2013

ambassada

nie śmiałam się w głoss. niemniej, spędziłam miły wieczór. z uśmiechem na ustach. 
lekko, łatwo, niepoważnie. na poważny temat.

mimo braku efektów specjalnych, warto obejrzeć w kinie.



5 listopada 2013

całe życie jest twoje

cierpienie, które cię przerasta 
i wydaje się nie do udźwignięcia.

radość, której aż nie możesz w sobie pomieścić.

a jednak twoje życie jest na twoją miarę.
pasuje jak ulał. po prostu nie było przymiarki,
dlatego czasem fason cię zaskakuje.

całe życie jest twoje - a.bieńkowska



zaskakuje cię ? 

2 listopada 2013

za co lubię listopad

od początku: za zaduszki.  blask cmentarzy i ich spokój. wieczorne spacery wsród alejek i rozmowy przyciszonym głosem.

za imieniny, które są idealnym pretekstem do rodzinnych spotkań. do zaproszenia przyjaciół i znajomych. 

za rozkręcającą się atmosferę nadchodzących świąt. za pierwsze zakupy prezentowe. 

za andrzejki - bo uwielbiam tańczyć.

1 listopada 2013

ballada o dwóch siostrach


były dwie siostry: noc i śmierć.
śmierć większa, a noc mniejsza.
noc była piękna jak sen, a śmierć
śmierć była jeszcze piękniejsza.



  k.i.gałczyński

31 października 2013

praca i wizytówki

bezrobotny stara się o stanowisko sprzątacza w microsofcie.
szef personelu każe mu zaliczyć test (zamiatanie podłogi), po czym stwierdza: jesteś przyjęty. daj mi twój e-mail, wyślę ci formularz do wypełnienia, oraz datę i godzinę, na którą masz się stawić w pracy. zrozpaczony człowiek odpowiada: nie mam komputera, ani tym bardziej e-mail'a.
wtedy personalny mówi, że jest mu przykro, ale ponieważ nie ma e-mail'a, więc wirtualnie nie istnieje. a ponieważ nie istnieje - nie może dostać tej pracy.
człowiek wychodzi przybity. w kieszeni ma ostatnie 10 $. przechodząc koło supermarketu, postanawia kupić dziesięciokilową skrzynkę pomidorów.
chodząc od drzwi do drzwi sprzedaje cały towar po kilogramie. w ciągu dwóch godzin podwaja kapitał. powtarza tę transakcję jeszcze trzy razy i wraca do domu z 60 $ w kieszeni. uświadamia sobie, że w ten sposób może z powodzeniem przeżyć. wychodzi z domu coraz wcześniej, wraca coraz później. i tak, każdego dnia, pomnaża swój kapitał. wkrótce kupuje wóz, później ciężarówkę. po jakimś czasie posiada kolumnę samochodów dostawczych. aż staje się właścicielem jednej z największej sieci dystrybucyjnej w stanach. postanawia zabezpieczyć przyszłość rodziny i wykupić polisę ubezpieczeniową. wzywa agenta. wybiera polisę i wtedy agent prosi go o adres e-mail, aby mógł wysłać propozycje kontraktu. mężczyzna mówi, że nie ma e-mail'a.
ciekawe - mówi agent - nie ma pan e-mail'a, a zbudował pan to imperium? niech pan sobie wyobrazi, czego dokonałby gdyby go pan miał !
mężczyzna zamyślił się i odpowiada :


byłbym zamiataczem w microsofcie.

* * *

a ja nie mam wizytówek (of my own). ani jednej. 

30 października 2013

filmowa trylogia

przed wschodem słońca
przed zachodem słońca
przed północą


wciągające. filmy - rozmowy. nie można nie śledzić (pod groźbą utraty wątku). 

obieranie jabłek na szarlotkę odłóż na inny wieczór ;-)

28 października 2013

sałatka jarka

przepis od kolegi z (byłej) pracy. od mężczyzny więc, jak na mężczyznę przystało, przepis jest bardzo prosty. sałatka smakuje wyjątkowo. wszystkim znajomym. oprócz szwagra. który jest wyjątkiem potwierdzającym regułę ;-)

składniki (na dużą salaterkę):
  • 4-5 pomidorów średniej wielkości
  • puszka czerwonej fasoli w sosie pomidorowym, najlepiej pikantnym (np. cayenne)
  • słoik zielonej fasolki szparagowej
  • kostka (około 20 dag) ulubionego żółtego sera
  • ogórki konserwowe (4 - 5 szt. w zależności od wielkości)
  • mały jogurt naturalny
  • 2-3  łyżki majonezu
  • sól i pieprz do smaku 
pomidory parzymy i obieramy ze skórki. to jedyna sałatka, do której parzę pomidory. nieobrane nie smakują wyśmienicie ;-). warto podjąć trud. efekt jest niewspółmierny. kroimy je w dużą kostkę. fasolkę szparagową odcedzamy z zalewy. dodajemy do pomidorów. dodajemy czerwoną fasolę z zalewą. następnie pokrojony w kostkę ser. ogórki kroimy w cienkie plasterki. moja wariacja: kroję w cieniusieńkie :-).  delikatnie solimy. pieprzymy do smaku. sałatka powinna być dobrze doprawiona.  dodajemy jogurt i 2-3 łyżki majonezu. u mnie raczej 2, niż 3. 
sałatkę wymieszać. przed podaniem powinna się przegryźć. smacznego :-)

23 października 2013

segregowanie śmieci

za każdym razem
gdy myję pojemnik po jogurcie
nachodzi mnie myśl

że żyjemy w czasach
gdy jedno plemię myje śmieci
podczas gdy

inne plemię
umiera
z braku wody

21 października 2013

minął weekend

u rzadko odwiedzanej best friend
przesłanie z czekoladki z niespodzianką:


make sure your dreams
do not remain dreams

postaram się :-)  znaczy: i'll do my best :-)



18 października 2013

be good :-)

bądź dobry,
ponieważ każdy, kogo spotykasz,
toczy jakąś ciężką walkę

- platon

16 października 2013

dzień udanych zakupów

kupiłam płaszcz

za czarny (w planie był karmelowy)
za krótki (cóż)
(relatywnie) niedrogi 

czuję się w nim wspaniale :-)

a także


mam ciężkiego laptopa. co, w połączeniu ze słabymi rękami, znacząco utrudnia mobilność. ułatwieniem jest plecak. model, który podobał mi się czas temu, nie jest już dostępny w sprzedaży. obdzwoniłam wiele sklepów. po czym: znalazłam wybrańca na allegro. jedyny minus to kolor: czerwony. szary znalazłam w grecji. gdy zdecydowałam się kupić teraz soczystą czerwień, na aukcji pojawił się szary (!). bardzo tanio i w moim mieście :-)

oraz
znalazłam grosz na szczęście :-)

14 października 2013

minął weekend


chrześnica skończyła rok. poważna sprawa :-). home-made tort (by ciocia vel babcia). prawie tak dobry, jak szarlotka :-) :-) :-). 
pstryknęłam kilka fotek, których nie powstydziłby się zawodowiec. kilku ze stu sześćdziesięciu. fotografowanie maluchów to nie lada wyzwanie :-)

a szarlotka nadal za mną chodzi ... 

11 października 2013

tarta cytrynowa

smaczna i zdrowa :-)
nie jestem fanką cytryn. ani smaku kwaśnego. niemniej: tarta jest bardzo dobra. przy tym prosta w wykonaniu. i ekspresowa. w sam raz dla niezapowiedzianych gości :-)
przepis dostałam od koleżanki z pracy. gdy po kolejnym weekendzie tylko ja nie przyniosłam domowego wypieku. i wyszło na jaw, że nie umiem. 
- uda się. nawet tobie - zapewniła ania. 
udała się. udaje się za każdym razem. a było ich sporo. bo moi goście lubią zaskakiwać :-)

przygotowania zaczynamy od włączenia piekarnika. termostat ustawiamy na 220 stopni. zanim się nagrzeje - tarta będzie gotowa do pieczenia :-).

10 dkg masła rozpuszczamy w rondelku. jak będzie lekko ciepłe, dodajemy 20 dkg mąki, pół szklanki wody, 2 łyżki cukru, szczyptę soli. zagniatamy ciasto. wykładamy nim formę.
robotem przygotowujemy masę cytrynową. 2 jajka mieszamy z 15 dkg cukru do białości. dodajemy sok z 2 cytryn i 5 dkg roztopionego masła. wylewamy na ciasto. wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut.
tarta smakuje na ciepło i na zimno. w wersji deluxe podaję ją z gałką lodów śmietankowych :-) 


smacznego :-)

8 października 2013

za co lubię październik

za jesienne smakołyki. sałatkę jarzynową, bigos, pasztet. za buzujące (jak szampan) kiszone ogórki. które - słoik po słoiku - przynoszę z piwnicy. 
za kasztany. za kolorowe drzewa w parku. za szelest liści pod stopami. 
za długie wieczory, otulone kocem. 
za 31 powodów, aby napić się gorącej czekolady :-)

4 października 2013

podróże kształcą

czyli o służbowym wyjeździe do warszawy.
tam jechałam tak rano, że z utęsknieniem czekałam na wschód słońca. zanim wzeszło, w pociągu, poznałam szefową służb sprzątających pewnej galerii. do stolicy jechała na szkolenie.
- mąż się denerwuje, że jadę sama. tak daleko, do takiego dużego miasta. wyjeżdżam pierwszy raz od dziesięciu lat. będziemy nocować w pięciogwiazdkowym hotelu. nie pamiętam nazwy. mówili, żeby zabrać strój kąpielowy. więc wzięłam. chyba będzie basen ?
serce rosło. także moje. była lekko przestraszona. ale jak podekscytowana :-). 
warszawa  przywitała nas klimatem, który lubię. na podstawie podróży na trasie pkp-praca-hotel stwiedzam, że stolica ma rewelacyjne połączenia komunikacji miejskiej. czy warszawiacy się zgodzą ? 
zalety mieszkania w hotelu (niekoniecznie z pełnym zestawem gwiazdek) to :
  • gotowe śniadanie. często urozmaicone, często ciepłe. mnie tym razem urzekła herbata z cytryną (tak, wiem). sałatka pomarańczowo – grapefruitowa (naturalny antybiotyk. w sam raz na tę porę roku). oraz mikroskopijne porcje jogurtu, podane w pięknym szkle. dosypywałam rodzynki i orzechy i delektowałam się pyszną miniaturką.
  • wynoszenie śmieci. zawsze ktoś (dziękuję obsłudze hoteli) wyniesie twoje śmieci. bez proszenia, marudzenia, odkładania na potem. zawsze na czas.
  • codzienna butelka wody. przemiłe.
nie stanowi dla mnie wartości dodanej codzienne nieskazitelne ścielenie łóżka i układanie ręczników. o wymianie nie wspominam. uważam ją za zbytek.

wtorek pod znakiem kuchni gruzińskiej: pyszny gulasz z bakłażanów i papryki.
środa rozpoczęta ciastkami otrębowymi. zakońona spacerem po parku łazienkowskim. bardzo oswojone kaczki. jedna patrzyła na mnie oskarżycielsko (?), że nie mam dla niej nic do jedzenia. tak to odebrałam ;-).  oraz: udało mi się wrócić do hotelu. co, bez mapy i z lekką tylko pomocą (pozdrawiam panów z przystanku na rozdrożu), graniczy z cudem. 
we czwartek flirtowałam w autobusie linii 143 z nastolatkiem. po południu ledwo odnalazłam trzeci peron.  a na peronie trzecim, przy torze szóstym, w sektorze trzecim, otarł się o mnie robert więckiewicz :-). a także: w pociągu  siedziałam naprzeciw przystojniaka. który – na pierwszy rzut oka - mógłby zostać moim mężem. gdyby nie fakt, że jestem żoną. a on jest mężem.

co za wyjazd. ile wrażeń. mam nadzieję, że pani w pięciogwiazdkowym bawiła się równie dobrze. albo i lepiej. bo ja w międzyczasie pracowałam.

3 października 2013

przygoda z ljutenicą

zaczęła się od wycieczki, na której bardzo i natychmiast zapragnęłam frytek. dostałam z keczupem. tak dobrym,  że ... naprawdę. keczup na moim stole pojawia się rzadko. albo rzadziej ;-)
więc
w ciągu paru dni wybróbowałam zawartość kilku czerwonych butelek. niektóre były niedobre. żadna nie smakowała tak. w tym samym czasie trafiłam na stronę lawendowydom a na niej przepis na ljutenicę. jest w niej wszystko, co lubię.
why not?
ljutenica nie robi się sama. jest - moim zdaniem - czaso i pracochłonna. pomidory no problem. pierwszy raz piekłam paprykę. (może dlatego) nie było łatwo. obieranie troszkę mozolne. ale ten smak (!) pieczona papryka to najlepsza papryka, jaką jadłam. już po chwili od włożenia do piekarnika, po domu roznosi się smakowity aromat. spróbujcie, warto. 
wyzwanie stanowią bakłażany. pierwszy raz obierałam je ze skóry. obserwacja: bakłażany nie lubią rozstawać się ze skórą. towarzyszyło mi nieodparte uczucie, że obieram ze skóry ... delfina. wiem: psycholog miałby pełne ręce roboty. niemniej. doprawdy. nie polecam.

natomiast

efekt końcowy: wspaniały. zaskoczył nawet sceptycznego (as usual) męża. oraz kolegę. i kolegę kolegi. 

ps1.: dodałam więcej, niż w oryginalnym przepisie, czubrycy: około 4 łyżek (była inna, niż na zdjęciu). dodałam jedną czerwoną papryczkę czili. za rok, jeśli znajdę śmiałka do bakłażanów, dodam dwie.
ps2.: czym się różni bakłażan od róży? niczym. i bakłażan i róża mają kolce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...