5 października 2016

ostatnia rodzina


poszłam, chcąc dotrzymać towarzystwa.

a potem

chwila po chwili, chłonęłam klimat tej rodziny. w której każdy człowiek to odrębna  galaktyka.

2 września 2016

łaskawca


- no będę chodził z tobą na tego tenisa

mąż

23 czerwca 2016

me before you

tak bardzo rozumiem.


i jego.
i ją.

18 maja 2016

mother's day

idealny film

na babskie popołudnie 

(nie tylko)
córki z mamą.

6 maja 2016

grzywka

to mój ulubiony temat na selfie 
 

19 kwietnia 2016

wiosna

ach, to ty ?

bo 

choć w wazonie od długiego już czasu królują tulipany
choć otarłam się o niezapominajki
i choć codziennie budzi mnie śpiew ptaków

to 

nadal chadzam otulona szalikiem

i nadal wychodzę z domu z kubkiem ciepłego kompotu w torbie :-)

1 kwietnia 2016

sernik wielkanocny

wielkanocny - dlatego, że pierwszy raz upiekłam go na te wiosenne święta. sernik jest bardzo dobry, lekki, w mojej wersji mało słodki. oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

największym zaskoczeniem był dla mnie dodatek jogurtu do masy serowej. oraz polewa śmietanowa. która bardzo pasuje. 


zapraszam :-)


 

Składniki (na tortownicę): 

  • 10 dag herbatników na spód (jeśli wolicie sernik bez spodu, albo nie macie pod ręką herbatników, można pominąć)
  • 1 kg twarogu półtłustego (ser robi sernik. wiem, że można dostać gotowe masy serowe. polecam wam jednak zakup zwykłego twarogu i mielenie go w domu. to wydłuża czas przygotowania, ale chodzi o jedno z najlepszych ciast, prawda ?)
  • 1 jogurt naturalny grecki (400 g)
  • 3 jajka + 2 białka
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 0,5 szklanki cukru pudru trzcinowego (to moja wariacja. jeśli lubicie słodkie ciasta, dodajcie 3/4 szklanki. moja babcia dodałaby całą. ale babcia była ekstremistką ;-)).
  • 2 łyżki aromatu waniliowego
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30%
  •  rodzynki (opcjonalnie) 
składniki polewy:
  • 20 dag gęstej, kwaśnej śmietany 18%
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30%
  • 3 łyżki cukru pudru
sernikowi służy ciepło. dlatego warto wcześniej wyjąć składniki z lodówki, tak żeby do czasu przygotowywania ciasta nabrały temperatury pokojowej.
dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, boków nie smarujemy. wysypujemy pokruszone herbatniki (ja mielę je blenderem, ale można użyć np. wałka do ciasta, czy tłuczka do mięsa). wyrównujemy.  

twaróg mielimy trzykrotnie w maszynce do mielenia. miksujemy na wolnych obrotach, dodając jogurt, cukier, cukier waniliowy i mąkę. dodajemy, po jednym, jajka i białka. jako ostatnią dodajemy kremówkę, całość delikatnie mieszamy. miłośnicy rodzynek dosypują rodzynki.

masę serową wlewamy do tortownicy. wyrównujemy wierzch. piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni. do tak nagrzanego piekarnika wstawiamy ciasto. pieczemy 15 minut. następnie obniżamy temperaturę do 150 stopni i pieczemy kolejne 60 minut. po tym czasie wyjmujemy ciasto, wylewamy na wierzch polewę śmietanową i wstawiamy na ostatnie 15 minut. po tym czasie wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki, zostawiając sernik do ostygnięcia. ostygnięty wstawiamy do lodówki (najlepiej na noc). 

s m a c z n e g o  :-)

31 marca 2016

budyniowe święto

światowy dzień budyniu

świętowałam kisielem.

30 marca 2016

cuda z nieba

wierzę, że dzieją się dzień po dniu. 

a każdy dzień, w którym sprawisz, że ktoś się uśmiecha, jest bożym narodzeniem.


mimo to wprawia mnie w zadziwienie i zachwyt, że można tak ufać.

22 marca 2016

viQ

po jakim czasie (przerywacie poszukiwania i) uznajecie rękawiczki /parasolkę za zgubione ?


i czy (mimo to) odnajdujecie je potem ?
gdzie ?


18 marca 2016

kompot

przebój mijającej zimy.

każdego dnia. day by day.  nowa jakość życia :-)

bo nie znałam kompotu wcześniej (!) 

mama nie gotowała. upalne lato u babci miało smak lemoniady. przedszkole pachnie w moich wspomnieniach bułką z żółtym serem i paprykarzem szczecińskim.  podstawówka była czasem herbaty z miodem. szkoła średnia to koktaile i wino. studia rządziły się swoimi prawami :-)

a teraz. sama dla siebie gotuję kompot. i jestem urzeczona smakiem. każdego dnia. day by day :-)

jaki smak miała wasza zima ?

16 marca 2016

small talk

- nie zadawaj mi takich pytań - poprosiłam Adasia. gdy  chwilę wcześniej zapytał: - nie lubisz czosnku ?

bo nie jestem pewna, jak brzmi prawidłowa odpowiedź.

- nie (w znaczeniu: nie lubię)

czy może

- tak (w znaczeniu: nie lubię) 

oto jest pytanie ;-)

14 marca 2016

różnorodność

ta część ciebie, która robi zakupy, niekoniecznie jest tą samą częścią ciebie, która ubiera cię każdego dnia

- gabrielle roth "uwolnij ciało, ucieleśnij duszę"


piękna myśl. trochę o mnie. 
a o tobie ?

10 marca 2016

pokój

piękny film.

na całkowicie niefilmowy temat.

8 marca 2016

lubię, kiedy kobieta

promienieje radością :-)

to mój subiektywny mount everest kobiecości.

i tego właśnie 
(i spełnienia marzeń) 
życzę wam w nasze święto.


promieniejcie :-)

29 lutego 2016

wiewiór


cała prawda o nim :-)

26 lutego 2016

dwoje w kuchni

jednoosobowej (dla przypomnienia).

przygotowuję obiad. 
warzywa, przyprawy, cebula (dla odmiany). tak, cebula jest znacząca. ogrzała się na tyle, że kuchnię przepełniają olejki, wyciskające łzy z oczu.

wchodzi on.

- coś tu pachnie lakierem do paznokci ? - na wpół stwierdza, na wpół pyta.
 
- (???) jakim kolorem ?

24 lutego 2016

onn, onna, ennio

chcąc wpisać się w klimat (europejskiej stolicy kultury), ubrałam się w dekolt i szpilki.

powinnam była raczej otulić się puchem. kto był - potwierdzi. 

(poza tym) było cudownie. 

23 lutego 2016

tajemnica jeziora

można powiedzieć, że niewiele się dzieje. 
mimo to, oglądam urzeczona.

20 lutego 2016

smakołyki (2)

dziś o jedzeniu, które bardzo lubię, a które rzadko robię. tak rzadko, że sama się sobie dziwię.  i nie mam na myśli marcinka, który jest lekki jak chmurka i składa się z dziesiątek cienkich warstw. ani sękacza, wymagającego opiekania nad rusztem setki jaj. chodzi mi o smaki, które znam od dziecka i które są dziecinnie proste w wykonaniu. a mimo to rzadko je robię. tak rzadko, że sama się sobie dziwię. bo sam dźwięk słów fasolka po bretońsku wprawia moje ślinianki w zachwyt.  

zacznijmy więc od fasolki. uwielbiam. im większa fasola, tym lepiej :-) namoczyć na noc, zagotować, dodać cebulę przyrumienioną na złoto z aromatycznymi przyprawami i sporą ilością koncentratu pomidorowego. królewskie danie, które (prawie) samo się robi. wiem: ktoś musi pokroić cebulę. wiem.

placki ziemniaczane. wspomnienie z dzieciństwa na temat placków, to tata trący ziemniaki i trący i trący (...) wtedy placki były wyzwaniem. dziś są inne czasy, a mój robot uwija się z tym zadaniem w minutę. plus/minus :-). trochę oleju do smażenia i jedno z moich ulubionych dań gotowe. a mimo to rzadko je robię. bardzo rzadko.

łazanki z kiszoną kapustą i grzybami. to moja (uproszczona) wersja pierogów. proste i pyszne danie, które wszyscy (moi znajomi) lubią. lubicie

jabłka w cieście. najlepszy jesienny podwieczorek. pokrojone jabłka + ciasto naleśnikowe + odrobina pudru. są chętni ?


na tym powinnam skończyć. ale.

wspomnę o gołąbkach. które - gdyby nie konieczność odrywania liści od kapusty - też mogłabym zakwalifikować do prostych dań. przygotowanie kapusty - która jest moją ulubioną częścią gołąbka - sprawia, że jest to - dla mnie - poziom high level. a bardzo, bardzo lubię :-) 

ps1: macie ulubione dania, które rzadko robicie ?
ps2: macie jakiś patent na tę kapustę ?

18 lutego 2016

planeta singli

ósemka  na filmwebie obudziła we mnie nadzieje na wieczór pełen śmiechu.

w mojej ocenie to piątka (w dziesięciostopniowej skali). 

wisienką:

piękna weronika książkiewicz.

16 lutego 2016

smakołyki (1)

jedzenie to moje hobby :-) mimo, że jestem miłośniczką i ciekawią mnie nowe smaki, nie mogłabym wziąć udziału w programie typu ugotowani. bo wielu rzeczy nie jem. zawsze tak było. a im dłużej żyję, tym mniej składników gości w moim menu.

chwilę temu zorientowałam się, że są potrawy, za którymi przepadam, a które rzadko jadam. dziś napiszę o tych, których nigdy nie robię. bo nie umiem. *
 
po pierwsze: uwielbiam pierogi. każda wigilia pachnie tymi z kapustą i grzybami. mocno przyrumienionymi. okraszonymi złotą cebulką, długo smażoną na wolnym ogniu. nie będę oryginalna, mówiąc: najlepsze robi moja mama. inne - mistrzostwo świata w wykonaniu babci - to pierogi z kaszą gryczaną i białym serem.
pierogi są wyzwaniem, którego nie podejmuję. te pierwsze zastępuję łazankami. drugie: gotowaną kaszą, posypaną świeżym białym serem, zrumienioną cebulą, oprószone solą. polecam na jesienno - zimowe śniadanie. najlepiej smakują w blasku choinki. i w leniwe, sobotnie - dajmy na to - poranki :-)

po drugie: faworki. cienkie, chrupiące, kruche. w domu rodziców smażyliśmy je całą rodziną. cały wieczór. często do późnej nocy. tylko w czasie karnawału. przysmak wszech czasów. 
faworki wymagają jeszcze więcej pracy, niż pierogi. i choć włożony wysiłek odwzajemnia się nieziemskim smakiem ... nie robię ich po prostu. mam to szczęście, że zdarzają się weekendy, gdy wsiadam w samochód, a dwieście kilometrów i dwie godziny później mogę delektować się smakiem, który uwielbiam :-)

czy jest jeszcze ktoś, kto nie robi (sam dla siebie, dla bliższych i dalszych) swoich ulubionych dań ? czy tylko ja (we wszchświecie) ??
 
* wymówka. wiem.

14 lutego 2016

valentine's

prawda jest taka, że uwielbiam symetrię.



happy valentine's day :-)

12 lutego 2016

pomaluj mój świat

kolorowanki dla dorosłych, to moja kolejna fascynacja.

do niedawna widywałam mało reprezentacyjne wydania. ale  gdy kilka dni temu trafiłam na piękny, elegancki notes - od razu wiedziałam, że to idealny prezent dla Ani.
jest to kolejna propozycja uniwersalnego prezentu. dla niej i dla niego*. warto podarować ją razem z kredkami (i temperówką :-)

* gdziekolwiek zostawię otwarty mój egzemplarz, po powrocie zastaję nad nim kolorującego mężczyznę ;-) 

10 lutego 2016

w starym kinie

uwielbiam klimat starych kin. i ich zapach.


jest niepowtarzalny. i dobrze mi się kojarzy. z lekką nutą sentymentu :-)

8 lutego 2016

moments

przy kubku herbaty
wieczór płynie inaczej. 

szczególnie: zielonej.

5 lutego 2016

moje córki krowy

- dobry, polski film - powiedział po wyjściu z kina.
- dobry, polski - potwierdziłam.

3 lutego 2016

woman in love

pewnego zimowego dnia (gdy zmarzłam w stopy (tak, takie rzeczy się dzieją, pomimo wyjątkowo łagodnej zimy)) postanowiłam, że tak dłużej być nie może. potrzebne mi kozaki. nowe. w ulubionym czarnym. a że w sklepach dłuższy czas nic nie rzuciło mi się w oko ...

weszłam - żeby zobaczyć trendy - na zalando.

(nie kupuję ubrań w sieci. tym bardziej butów. do ślubu były wyjątkiem. bo to buty na jedno wyjście).

i znalazłam te. wymarzone. piękne. stworzone dla mnie. miłość od pierwszego. jak niegdyś torebka

mimo motyli w brzuchu, postanowiłam poczekać na przecenę. poczekałam. a buty w międzyczasie wykupili. wykupiły(ście).

ale

ponieważ zalando przyjmuje zwroty ... kilka następnych dni spędziłam w wirtualnym sklepie obuwniczym ;-) i dopiero wtedy, i przez przypadek, odkryłam funkcję informowania klienta o dostępności wymarzonego towaru. zapisałam się i ... mimo wszystko zaglądałam na stronę. 
aż dostałam maila, że są (!). marzenia się spełniają. lucky me :-)

proszę mieć na uwadze - napisało zalando - że w przypadku, gdy wielu klientów złożyło zapytanie o rozmiar, artykuł może być dostępny jedynie przez krótki czas i może zostać szybko wyprzedany. 

(nadal zakochana) od razu kliknęłam do koszyka. po czym próbowałam założyć konto, żeby sfinalizować zakup. kilkukrotnie i bezskutecznie. telefon do centrum obsługi nie pomógł. po paru godzinach (które dla mnie trwały lata świetlne) dostałam info, że już: mogę kupować. ponownie podeszłam do kasy. tym razem: nie mogłam się zalogować.
- nie pamiętasz hasła ?  - zapytało zalando
- widocznie (?), prawdopodobnie (?), nie pamiętam (?) - odpowiedziałam.

do dziś czekam na maila z nowym hasłem. i nawet nie zaglądam, czy jeszcze są. 

tak bywa z miłościami mojego życia: 
czasem wszechświat wie, że są nie dla mnie :-)

1 lutego 2016

in a glass of

mango lassi. far too sweet.
anyway: great evening.


tytuł dzisiejszej notki zgapiłam* od Cynii, która na swoim blogu opowiada o życiu kolejnymi wypitymi filiżankami. bardzo ciekawie. zajrzyjcie :-) 

tymczasem styczeń niepostrzeżenie ustąpił miejsca lutemu. 

* bossz, zapomniałam już, że istnieje takie słowo :-) istnieje, prawda ?

22 stycznia 2016

small talk

- macie plany na wieczór ? - zapytał
- idziemy na łyżwy. idziesz z nami ?
- ooo, jeździcie. jak wam idzie ?
- świetnie.
- upadacie ?
- from time to time. 
- bo w naszym wieku to już trzeba uważać.
- Adaś, nigdy więcej nie mów do mnie 'w naszym wieku'. nigdy.


swoją drogą

na lodowisku najczęściej upadają dzieci. by po chwili podnieść się i pojechać dalej. jakby nigdy nic. przyjrzałam się im. co je różni od nas: dorosłych ?

dzieci upadają z uśmiechem :-)

20 stycznia 2016

ex ante

święto zakochanych za miesiąc, a ja kupiłam już prezent (z tych: dla niej i dla niego).

(pomimo zimy) przesadzam kwiaty. 

i generalnie: jestem gotowa na wiosnę :-)

18 stycznia 2016

i ślubuję

- uważaj, żeby nie wleźć pod samochód 

powiedział, gdy wysiadałam z auta
zaparkowanego przy ruchliwej ulicy.

mąż.

15 stycznia 2016

wasgij

puzzle - wersja ekstremalna :-)
 
idealna propozycja na uniwersalny prezent.  dla niej i dla niego. 
w każdym wieku.*

układanka z niespodzianką. 
czy może być coś bardziej wciągającego ? 


* w każdym dwucyfrowym. jednocyfrowi niech mają czas nacieszyć się standardowymi puzzlami.

13 stycznia 2016

coffee time

pierwszy raz przeczytał instrukcję.

bo trzeba wiedzieć,
co w życiu jest ważne :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...