Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smacznego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smacznego. Pokaż wszystkie posty

1 kwietnia 2016

sernik wielkanocny

wielkanocny - dlatego, że pierwszy raz upiekłam go na te wiosenne święta. sernik jest bardzo dobry, lekki, w mojej wersji mało słodki. oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

największym zaskoczeniem był dla mnie dodatek jogurtu do masy serowej. oraz polewa śmietanowa. która bardzo pasuje. 


zapraszam :-)


 

Składniki (na tortownicę): 

  • 10 dag herbatników na spód (jeśli wolicie sernik bez spodu, albo nie macie pod ręką herbatników, można pominąć)
  • 1 kg twarogu półtłustego (ser robi sernik. wiem, że można dostać gotowe masy serowe. polecam wam jednak zakup zwykłego twarogu i mielenie go w domu. to wydłuża czas przygotowania, ale chodzi o jedno z najlepszych ciast, prawda ?)
  • 1 jogurt naturalny grecki (400 g)
  • 3 jajka + 2 białka
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 0,5 szklanki cukru pudru trzcinowego (to moja wariacja. jeśli lubicie słodkie ciasta, dodajcie 3/4 szklanki. moja babcia dodałaby całą. ale babcia była ekstremistką ;-)).
  • 2 łyżki aromatu waniliowego
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30%
  •  rodzynki (opcjonalnie) 
składniki polewy:
  • 20 dag gęstej, kwaśnej śmietany 18%
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30%
  • 3 łyżki cukru pudru
sernikowi służy ciepło. dlatego warto wcześniej wyjąć składniki z lodówki, tak żeby do czasu przygotowywania ciasta nabrały temperatury pokojowej.
dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, boków nie smarujemy. wysypujemy pokruszone herbatniki (ja mielę je blenderem, ale można użyć np. wałka do ciasta, czy tłuczka do mięsa). wyrównujemy.  

twaróg mielimy trzykrotnie w maszynce do mielenia. miksujemy na wolnych obrotach, dodając jogurt, cukier, cukier waniliowy i mąkę. dodajemy, po jednym, jajka i białka. jako ostatnią dodajemy kremówkę, całość delikatnie mieszamy. miłośnicy rodzynek dosypują rodzynki.

masę serową wlewamy do tortownicy. wyrównujemy wierzch. piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni. do tak nagrzanego piekarnika wstawiamy ciasto. pieczemy 15 minut. następnie obniżamy temperaturę do 150 stopni i pieczemy kolejne 60 minut. po tym czasie wyjmujemy ciasto, wylewamy na wierzch polewę śmietanową i wstawiamy na ostatnie 15 minut. po tym czasie wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki, zostawiając sernik do ostygnięcia. ostygnięty wstawiamy do lodówki (najlepiej na noc). 

s m a c z n e g o  :-)

26 października 2015

smakołyk

jeszcze nigdy nie zamawiałam ciasta przez internet. 

ta szarlotka jest tak dobra, że to będzie mój pierwszy raz :-)

szarlotka zaniewicz





24 sierpnia 2015

tiramisu

nie jest moim ulubionym deserem. na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy zamówiłam go do kawy. przegrywa z ciastem rabarbarowym, tym ze śliwkami, czy choćby ulubioną szarlotką. 
niedawne upały sprawiły, że ten prosty deser (prosto z lodówki) wydał mi się idealną propozycją dla moich gości.
poniższy przepis jest moją wariacją na temat słynnego włoskiego oryginału. jest bez jajek. do kremu dodaję śmietanę. a likier amaretto zastępuję likierem z orzechów laskowych. dodaje niesamowitego uroku :-)
polecam w upalne letnie dni :-) 


składniki (na kwadratowe naczynie):

500 g sera mascarpone (duże opakowanie lub dwa małe)
400 ml śmietany 30 %
5 łyżeczek cukru (u mnie trzcinowego)
2 opakowania biszkoptów tzw. kocie języczki (zużywam 1,5 opakowania)
350 ml mocnej kawy
50 ml likieru orzechowego (u mnie z orzechów laskowych) 
odrobina kakao

zaparzamy mocną kawę. studzimy. od ostudzonej dodajemy likier.
śmietanę ubijamy z cukrem. słodzimy z umiarem, pamiętając, że biszkopty są bardzo słodkie. słodycz masy i biszkoptów powinna równoważyć gorycz kawy i likieru. 

podobno włoski pierwowzór jest baaardzo słodki. i nam - polakom - nie smakuje w takiej wersji. dlatego zaprzyjaźniony włoch, który w augustowie przygotowywał dla swoich gości nieziemskie tiramisu, ograniczał ilość cukru. ja ograniczam ją jeszcze bardziej. spróbujcie - polecam :-)

wracając do przepisu: do ubitej śmietany dodajemy (po łyżce) ser mascarpone. delikatnie mieszamy. można robotem, na niskich obrotach. 

mając przygotowane wszystkie składowe, przechodzimy do ostatniego etapu. 
biszkopty moczymy w kawie i układamy ściśle na dnie naczynia. są delikatne i bardzo szybko chłoną ciecz. dlatego zanurzamy każdy biszkopt dosłownie na pół chwili. energicznym ruchem. zanurzając do połowy, max. do 2/3 wysokości. wyjątkiem są te biszkopty, które są dedykowane do robienia tiramisu (ja kupuję takie w lidlu). te nie są tak chłonne i możemy moczyć je dłużej, ze wszystkich stron, żeby nasiąknęły roztworem kawowo-orzechowym.
na warstwę ciastek wykładamy połowę kremu. oprószmy kakao.
układamy drugą warstwę kawowych biszkoptów. przykrywamy pozostałą masą. posypujemy wierzch kakao. 
przykrywamy naczynie z tiramisu folią aluminiową i wstawiamy do lodówki. podobno wystarczą 2 godziny. z doświadczenia wiem, że najlepiej smakuje na drugi dzień. dlatego warto przygotować go na noc.

s m a c z n e g o    :-)

12 sierpnia 2015

ciasteczkowy potwór

to moja wersja biszkoptowego potwora, którym poczęstowała mnie pewnego słonecznego dnia przemiła hostessa. skusiłam się tylko dlatego, że dwa łyki, to porcja kawy w sam raz dla mnie :-). 
w plastikowym kubeczku dostałam wariację na temat kawy mrożonej. tak smaczną, że poprosiłam o przepis. w ten sposób poznałam biszkoptowego by tchibo. w moim słowniku słowo 'biszkopt' nie funkcjonuje. przez skojarzenie nazwałam ją ciasteczkowym. a ponieważ nie dodaję ciastek, powinnam nazywać tę kawę po prostu: potworem ;-)

zapraszam was na błyskawiczną, pyszną kawę mrożoną. w sam raz na letnie ekstrema :-)



składniki:

2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (u mnie 1,5)
5 łyżek mleka skondensowanego
100 ml zimnego mleka
6 biszkoptów (pomijam)
5 kostek lodu


składniki miksować przez ok. minutę.* gotowe :-)

* jeśli wasz mikser nie kruszy lodu, można go osobno rozdrobnić, np. tłuczkiem do mięsa. 
** jeśli - tak, jak ja - zrezygnujecie z biszkoptów, a kawa będzie dla was zbyt gorzka, możecie dodać miód/syrop klonowy/cukier.
*** nie dajcie się zwieść małej ilości cieczy. z podanej ilości wychodzą dwie szklanki napoju. dla miłośników: jedna, w wersji xxl :-)


s m a c z n e g o   :-)

1 kwietnia 2015

(życiodajny) chleb

dziś przepis na chleb. choć nie na ten powszedni, który możemy kupić w każdym sklepie. bohaterem dzisiejszego wpisu jest chleb, do upieczenia którego nie używa się mąki. jest to chleb pełen pożywnych ziaren, orzechów, pestek.
za każdym razem piekę go odrobinę inaczej. dodając to, co akurat mam w zasięgu ręki.*

 

składniki: 

1 szklanka pestek słonecznika
1/2 szklanki pestek dyni
1/3 szklanki siemienia lnianego
3/4 szklanki orzechów (laskowych, włoskich, migdałów, jak lubicie )
3/4 szklanki płatków jaglanych  lub ugotowanej kaszy jaglanej
3/4 szklanki płatków gryczanych lub ugotowanej kaszy gryczanej
1,5 szklanki wody
1,5 łyżeczki soli kamiennej (do smaku)
1 łyżka miodu albo syropu klonowego
4 łyżeczki nasion babki płesznik (babkę można zastąpić dodając siemię lniane zmielone na mąkę)

(zdarza mi się dodać do chleba kminek, suszoną żurawinę, jagody goji, nasiona sezamu, amarantus)


wykonanie:

w misce mieszamy składniki sypkie. w drugim pojemniku: wodę z miodem (syropem). płynem zalewamy suchą część. dobrze mieszamy.

masę przekładamy do foremki keksowej, wyłożonej papierem do pieczenia (papier sprawdza się świetnie, bo w trakcie pieczenia, wyjmujemy chleb z formy). mocno dociskamy. słabo ściśnięty chleb będzie się rozpadał przy krojeniu. odstawiamy na minimum dwie godziny. w tym czasie masa wpija płyny, nasiąka, pęcznieje i łączy się w smaczny, pełen zdrowia bochenek.   

chleb pieczemy około 50 minut w temperaturze 175 stopni (termoobieg). po tym czasie wyjmujemy go z formy, odwracamy i pieczemy dalsze 15 minut. długo studzimy, nie ulegając pokusie podjadania. krojony ciepły będzie się kruszył (!)  

ja mieszam chleb rano (to zajmuje dwie chwile), piekę wieczorem, a następnego ranka cieszę się pysznym smakiem.
s m a c z n e g o   :-)

* przepis znalazłam na blogu "my new roots". metodą prób, błędów i zawartości kuchennych półek ewoluował. do dziś każdy bochenek jest nieco inny od poprzednika.

19 listopada 2014

ciasto czekoladowe z gruszkami

czekolada i gruszki to połączenie idealne. szczególnie jesienią :-) 

przepis pochodzi z naj. podobnie, jak w przypadku deseru jogurtowego, atutem ciasta jest pyszny krem. wykonanie - choć łatwe - wymaga czasu. dlatego nie jest to ciasto dla niespodziewanych gości. zwykle przygotowuję je dwa dni :-).



składniki (na tortownicę):
  • pół kostki masła
  • 2 łyżki miodu
  • 3 łyżki cukru
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 3 jajka
  • 1,3 szklanki mąki
  • 6 łyżek białego rumu lub innego mocnego alkoholu (zamiast alkoholu możecie dać 2 łyżeczki proszku do pieczenia)
  • 2 tabliczki czekolady deserowej
  • sok z cytryny
  • 5 gruszek
  • około 500 ml śmietany 30%

rozgrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni. zanim  się rozgrzeje, przygotowujemy ciasto. miękkie masło ucieramy z miodem i cukrem waniliowym na puszystą masę. nie przerywając ucierania, wbijamy - po jednym - jajka. dodajemy mąkę i alkohol*. ciasto wylewamy do przygotowanej tortownicy. pieczemy 35 minut.

gruszki obieramy. usuwamy gniazda nasienne, kroimy na cząstki, skrapiamy sokiem z cytryny.
zagotowujemy 1,5 litra wody. dodajemy cukier. wrzucamy gruszki, gotujemy 15 minut. odsączamy.

ubijamy śmietanę. czekoladę rozpuszczamy nad parą. przestudzoną czekoladę (ale nadal płynną), dodajemy do śmietany, delikatnie mieszając powstający krem.

na upieczone ciasto wykładamy połowę kremu. układamy gruszki, przykrywamy pozostałym kremem.
naczynie z ciastem przykrywamy (folią spożywczą, talerzem) i wkładamy do lodówki. najlepiej na noc. 

delektujemy się wspaniałym połączeniem. gruszki + czekolada.


s m a c z n e g o    :-)



* jeśli zamiast alkoholu używacie proszku do pieczenia, przed dodaniem mąki wymieszajcie ją z proszkiem

17 października 2014

szarlotka jaglana

pierwsza tegoroczna wariacja na temat ciasta z jabłkami. uwielbiam szarlotkę. a ponieważ jesienią smakuje najlepiej ... zapraszam :-)
 
składniki ciasta: 
  • 1,5 szklanki kaszy jaglanej
  • 0,5 szklanki mąki kukurydzianej
  • 2 czubate łyżki skrobi kukurydzianej (lub ziemniaczanej)
  • 3 łyżki miodu
  • 1,5 kg jabłek (u mnie szara reneta)
  • cynamon

składniki kruszonki: 
  • 1 szklanka mąki krupczatki
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 100 g masła prosto z lodówki 
gotujemy kaszę jaglaną. można to zrobić dzień wcześniej. czas gotowania kaszy wykorzystujemy na przygotowanie kruszonki. składniki szybko łączymy, starając się nie nagrzać ich zbytnio. gotową kruszonkę wstawiamy do lodówki. 
do ugotowanej (przestudzonej) kaszy dodajemy mąkę, skrobię i miód. dokładnie mieszamy. uzyskujemy gęstą masę. przekładamy ją do przygotowanej tortownicy*. mocno dociskamy.  
obrane jabłka ścieramy na duże wiórki. ja – robotem. siłaczki mogą ręcznie ;-). jeśli jabłka są soczyste, odciskamy nadmiar soku. wypijamy na zdrowie :-). jabłka układamy na kaszy. ponownie mocno dociskamy. posypujemy cynamonem. przykrywamy kruszonką. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. szarlotkę pieczemy 1 godzinę. 


s m a c z n e g o    :-) 

* tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. albo. smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. wybór należy do was :-)

22 sierpnia 2014

krem z pieczonych pomidorów

nie jestem miłośniczką kremowych zup. ale. krem z pieczonych pomidorów jest wyjątkiem. nie wiedziałam, że jest tak prosty w wykonaniu(!) dużo wcześniej włączyłabym do letniego menu :-).  spektakularny efekt przy minimalnym nakładzie pracy. zapraszam :-)


składniki:
2 kg pomidorów (u mnie lima: świetna na zupę)
2 cebule
2 ząbki czosnku 
oliwa lub olej (u mnie winogronowy)
bulion (opcjonalnie)
sól, pieprz

rozgrzać piekarnik do 200 stopni. naczynie, w którym pieczemy pomidory (blaszane, porcelanowe, szklane) posmarować oliwą/olejem. pomidory pokroić na połówki. cebulę w ósemki. dodać czosnek.  skropić oliwą/olejem. piec około 30 minut. lekko przestudzone przełożyć do garnka. zmiksować blenderem na krem. tradycjonaliści w tym momencie przecierają krem przez sito. ja - nie :-) jeśli krem jest zbyt gęsty, można dodać bulionu lub wody. przyprawić do smaku solą i pieprzem. udekorować listkiem bazylii. 

podawać z ulubionym dodatkiem: kleksem oliwy, śmietany, z mozarellą, grzankami :-)


s m a c z n e g o :-)

21 lipca 2014

chłodnik z botwinki

idealna zupa na idealny upał :-)


Składniki na 4 porcje:

2 pęczki botwinki
1 burak czerwony
1 pęczek rzodkiewek
1 pęczek natki pietruszki
1/2 pęczka szczypioru
4 ogórki gruntowe
2 duże jogurty naturalne gęste
ocet winny/sok z cytryny do smaku
pieprz, sól do smaku


liście botwinki kroimy w kawałki ok. 1 cm. buraki trzemy robotem lub na grubej tarce warzywnej. wrzucamy wszystko do garnka. zalewamy ok. 1/2 litra wody. gotujemy 15 minut. do gotowania wywaru można dodać korzeń pietruszki, marchwkę, seler, ziele angielskie, liść laurowy. jeśli je dodamy, pamietajmy o wyjęciu po ostudzeniu. do przestudzonej bazy buraczanej dodajemy pokrojone w plasterki: rzodkiewkę i ogórki. posiekaną natkę pietruszki i szczypior. dolewamy 2 opakowania jogurtu. przyprawiamy octem winnym lub sokiem z cyrtyny (u mnie 3/4 łyżki), solą, pieprzem. wstawiamy do lodówki minimum na 2 godziny. najlepiej na noc :-) delektujemy się w upalny, letni dzień :-)

s m a c z n e g o :-)

7 lutego 2014

ciastka owsiane

chodziły za mną dłuższy czas. aż przyszedł ich dzień :-) okazały się bardzo proste w wykonaniu. i równie szybkie. przepis pochodzi od Dagmary. od siebie dodałam żórawinę i migdały. następnym razem będzie to słonecznik, dynia i orzechy. z przepisu wyszło  25 ciastek. cudownie maślanych. świetnie nadających się na śniadanie :-)



składniki:

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka otrębów owsianych
3/4 szklanki płatków owsianych (zwykłych, nie błyskawicznych)
1/2 łyżeczki sody
60 gram miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru
1 jajko
2 łyżki wody (jeśli okażą się potrzebne)
ulubione dodatki. u mnie (tym razem) garść żórawiny i migdałów.


wymieszać mąkę z otrębami, płatkami, sodą i cukrem. dodać masło i jajko. wyrobić do uzyskania twardego ciasta. jeśli trzeba: dodać wodę. na koniec wrzucić dodatki. ciasto wstawić na 30 minut do lodówki (można na dłużej). palcami formować cienkie placuszki. piec 15 minut w temperaturze 180 stopni. 

s m a c z n e g o :-)

29 grudnia 2013

poświątecznie

biała wielkanoc.
wiosenne boże narodzenie.
+12 stopni i słonko w twarz.

niecodzienne.  

ugotowałam pyszny barszcz.
pierwszy raz.
i drugi.



od lat próbuję pozbyć się świątecznych torebek prezentowych. faktem jest, że co roku kupuję papier. i co się da: zawijam, obwiązuję, ozdabiam. torebek przybywa.

























bilans katrek świątecznych a.d.2013:   - 22;  +10
bilans katrek świątecznych a.d.2012:   - 21;  +10
bilans katrek świątecznych a.d.2011:   - 19;  + 9

28 października 2013

sałatka jarka

przepis od kolegi z (byłej) pracy. od mężczyzny więc, jak na mężczyznę przystało, przepis jest bardzo prosty. sałatka smakuje wyjątkowo. wszystkim znajomym. oprócz szwagra. który jest wyjątkiem potwierdzającym regułę ;-)

składniki (na dużą salaterkę):
  • 4-5 pomidorów średniej wielkości
  • puszka czerwonej fasoli w sosie pomidorowym, najlepiej pikantnym (np. cayenne)
  • słoik zielonej fasolki szparagowej
  • kostka (około 20 dag) ulubionego żółtego sera
  • ogórki konserwowe (4 - 5 szt. w zależności od wielkości)
  • mały jogurt naturalny
  • 2-3  łyżki majonezu
  • sól i pieprz do smaku 
pomidory parzymy i obieramy ze skórki. to jedyna sałatka, do której parzę pomidory. nieobrane nie smakują wyśmienicie ;-). warto podjąć trud. efekt jest niewspółmierny. kroimy je w dużą kostkę. fasolkę szparagową odcedzamy z zalewy. dodajemy do pomidorów. dodajemy czerwoną fasolę z zalewą. następnie pokrojony w kostkę ser. ogórki kroimy w cienkie plasterki. moja wariacja: kroję w cieniusieńkie :-).  delikatnie solimy. pieprzymy do smaku. sałatka powinna być dobrze doprawiona.  dodajemy jogurt i 2-3 łyżki majonezu. u mnie raczej 2, niż 3. 
sałatkę wymieszać. przed podaniem powinna się przegryźć. smacznego :-)

11 października 2013

tarta cytrynowa

smaczna i zdrowa :-)
nie jestem fanką cytryn. ani smaku kwaśnego. niemniej: tarta jest bardzo dobra. przy tym prosta w wykonaniu. i ekspresowa. w sam raz dla niezapowiedzianych gości :-)
przepis dostałam od koleżanki z pracy. gdy po kolejnym weekendzie tylko ja nie przyniosłam domowego wypieku. i wyszło na jaw, że nie umiem. 
- uda się. nawet tobie - zapewniła ania. 
udała się. udaje się za każdym razem. a było ich sporo. bo moi goście lubią zaskakiwać :-)

przygotowania zaczynamy od włączenia piekarnika. termostat ustawiamy na 220 stopni. zanim się nagrzeje - tarta będzie gotowa do pieczenia :-).

10 dkg masła rozpuszczamy w rondelku. jak będzie lekko ciepłe, dodajemy 20 dkg mąki, pół szklanki wody, 2 łyżki cukru, szczyptę soli. zagniatamy ciasto. wykładamy nim formę.
robotem przygotowujemy masę cytrynową. 2 jajka mieszamy z 15 dkg cukru do białości. dodajemy sok z 2 cytryn i 5 dkg roztopionego masła. wylewamy na ciasto. wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut.
tarta smakuje na ciepło i na zimno. w wersji deluxe podaję ją z gałką lodów śmietankowych :-) 


smacznego :-)

3 października 2013

przygoda z ljutenicą

zaczęła się od wycieczki, na której bardzo i natychmiast zapragnęłam frytek. dostałam z keczupem. tak dobrym,  że ... naprawdę. keczup na moim stole pojawia się rzadko. albo rzadziej ;-)
więc
w ciągu paru dni wybróbowałam zawartość kilku czerwonych butelek. niektóre były niedobre. żadna nie smakowała tak. w tym samym czasie trafiłam na stronę lawendowydom a na niej przepis na ljutenicę. jest w niej wszystko, co lubię.
why not?
ljutenica nie robi się sama. jest - moim zdaniem - czaso i pracochłonna. pomidory no problem. pierwszy raz piekłam paprykę. (może dlatego) nie było łatwo. obieranie troszkę mozolne. ale ten smak (!) pieczona papryka to najlepsza papryka, jaką jadłam. już po chwili od włożenia do piekarnika, po domu roznosi się smakowity aromat. spróbujcie, warto. 
wyzwanie stanowią bakłażany. pierwszy raz obierałam je ze skóry. obserwacja: bakłażany nie lubią rozstawać się ze skórą. towarzyszyło mi nieodparte uczucie, że obieram ze skóry ... delfina. wiem: psycholog miałby pełne ręce roboty. niemniej. doprawdy. nie polecam.

natomiast

efekt końcowy: wspaniały. zaskoczył nawet sceptycznego (as usual) męża. oraz kolegę. i kolegę kolegi. 

ps1.: dodałam więcej, niż w oryginalnym przepisie, czubrycy: około 4 łyżek (była inna, niż na zdjęciu). dodałam jedną czerwoną papryczkę czili. za rok, jeśli znajdę śmiałka do bakłażanów, dodam dwie.
ps2.: czym się różni bakłażan od róży? niczym. i bakłażan i róża mają kolce.

14 września 2013

deser na pożegnanie lata

czyli maliny i borówki w kremie jogurtowym. 
pierwowzór był rabarbarowy. zachwycił mnie krem, który powstaje z połączenia bitej śmietany i jogurtu. gdy dostałam od kolegi maliny, od razu pomyślałam o tym deserze. 

składniki:*
ulubione owoce. u mnie po około 1/2 kg malin i borówek amerykańskich. małe opakowanie śmietany 30% (ok. 250 ml). duży jogurt naturalny.** śmietanę ubijamy z 5 łyżeczkami cukru. po ubiciu dodajemy jogurt i delikatnie mieszamy. w pucharkach układamy warstwami owoce, przekładając kremem. wstawiamy do lodówki. zapraszamy rodzinę, przyjaciół, znajomych. 
smacznego :-)

* na 10 niedużych szklanek deseru.
* * miałam grecki, ale zwykły też powinien być ok.

28 czerwca 2013

młoda kapusta rules

lipiec tuż za rogiem. a na moim stole pierwszy (!) w tym roku obiad z młodą kapustą w roli głównej.



składniki na porcję dla 4-6 osób (w zależności od tęsknoty ;-)):
  • 2 małe młode kapusty
  • 4 małe pomidory 
  • pęczek koperku
  • sok z połówki cytryny
  • ziarna kminku (u mnie około 2 łyżek)
  • odrobina masła
  • sól, pieprz, cukier do smaku
dno dużego garnka zalewamy wodą. szatkujemy kapustę. dusimy pod przykryciem. w trakcie duszenia znacząco zmniejszy objętość, ale na początku jest jej sporo :-) parzymy pomidory. pozbawione skórek kroimy w kostkę. dodajemy do kapusty. dodajemy masło. przyprawiamy. dodajemy 2 łyżeczki cukru - poprawiają smak. przykrywamy. po około 30 minutach duszenia doprawiamy sokiem z cytryny, wrzucamy kminek i posiekany koperek. dusimy dalsze 10 minut, żeby aromaty się wymieszały. 
smacznego :-)

15 maja 2013

sałatka szopska

potrawa bułgarska. jedna z moich ulubionych sałatek. zakochałam się w niej dawno temu, będąc z rodzicami nad morzem czarnym. ale dopiero niedawno odkryłam jej sekret.
baza sałatki to papryka, pomidor i ogórek. zestaw dobrze znany z popularnej sałatki greckiej. co stanowi o wyjątkowości sałatki szopskiej ?


ser
ocet
pietruszka

ser. do sałatki używamy specjalnego bułgarskiego sera szopskiego. jest to ser solankowy. koniecznie owczy (!) trzeba uważać robiąc zakupy, bo w prawie identycznym opakowaniu sprzedawany jest ser solankowy krowi. różnica smaku kolosalna. oraz: krowi jest zbyt kruchy, aby zetrzeć go na tarce. a tarcie sera do tej sałatki jest obowiązkowe :-)
ocet. nie używam octu. sałatka szopska stanowi jedyny wyjątek. zachęcam wszystkich - także osoby, które octu nie używają - do spróbowania. efekt jest zaskakujący.
pietruszka. nie pamiętam, czy w bułgarskiej wersji sałatki była pietruszka. ja znalazłam wersję pietruszkową i trzymam się jej, bo bardzo pasuje.

zatem: do dzieła :-)

składniki:

3 czerwone papryki
3 średnie pomidory
1 krótki ogórek sałatkowy
1/2 czerwonej cebuli (miłośnicy mogą dać całą)
1/2 pęczka natki pietruszki
200 g sera solankowego owczego *
olej, ocet, sól

paprykę przekroić na 6 części wzdłuż, a następnie w słupki. pomidory i ogórek pokroić w kostkę. ja kroję dość grubo, bo tak lubię. można drobniej. jeśli w ogórku jest dużo pestek, warto je usunąć. cebulę pokroić w piórka i wycisnąć widelcem. warzywa wymieszać razem z pokrojoną natką. zdarza mi się robić wersję pikantną. wtedy dodaję kawałek drobniutko pokrojonej ostrej papryczki. bardzo pasuje :-)

tak przygotowane warzywa rozkładam na talerze. polewam sosem i posypuję startym serem. chyba że: mam wielu gości lub zabieram sałatkę w plener. wtedy mieszam wszystko w salaterce i tak podaję.

sos robi się przez wymieszanie 4 łyżek oleju lub oliwy + 1-2 łyżki wody + 1 łyżka octu winnego (u mnie z czerwonego wina) + 1/2 łyżeczki soli.

i na koniec: starty ser. solankowy. owczy. 

smacznego :-)



* opakowanie 200g wystarcza na 4 porcje talerzowe, lub na miskę sałatki. 

9 maja 2013

drożdżówki z serem

moja przygoda z ciastem drożdżowym rozpoczęła się dawno temu. i równie dawno się skończyła. można rzec: drożdżowy epizod ;-) 
jako nastolatka usmażyłam rachuchy. wyszły boskie. wtedy ciasto drożdżowe udało mi się pierwszy i ostatni raz. do wczoraj. 

w międzyczasie próbowałam parokrotnie - jak prawdziwa wielkopolska pani domu - usmażyć pączki w najtłustszy czwartek roku. bez powodzenia. 

ponieważ nie jest to moje ulubione ciasto, poddałam się bez żalu.

a wczoraj (dlatego, że):


pyszne(!) przepis pochodzi od Dagmary
bardzo polecam :-)

3 grudnia 2012

sałatka z rukolą i cheddarem

w związku z cheddarowym poniedziałkiem, przepis na sałatkę. najlepiej robić ją bezpośrednio na talerzach. ale można też w salaterce. 

rukolę, pomidorki koktajlowe - pokrojone na połówki (mogą być pomidory, ale zimą koktailowe są smaczniejsze), czerwone winogrona - pokrojone na połówki, układamy na talerzach.
dodajemy ziarna słonecznika i orzechy (najlepiej pasują włoskie i ziemne niesolone prażone). jak mamy - dajemy trochę takich i trochę takich.
na koniec sery: pleśniowy (u nas rokpol albo lazur) i cheddar. nie mając cheddara można użyć innego  sera żółtego pokrojonego w kostkę. ważne, żeby serów nie dać za dużo, bo są bardzo sycące.

ostatni krok: sos. dla 2 osób robię go następująco:

2 łyżki oleju + 1 łyżka wody + sok z połowy limonki + odrobina musztardy (1/3 do 1/2 łyżeczki) + płaska łyżka miodu. dla większej ilości osób/sałatki,  ilość składników zwiększam. ostrożnie z musztardą - nie wolno przesadzić. sos trzeba spróbować przed polaniem sałatki i jeśli nie wyczuwa się słodkiego smaku - należy dodać miodu. 

sałatkę polewa się sosem bezpośrednio przed podaniem.  

S M A C Z N E G O :-)

3 lipca 2012

letni sernik na zimno. z truskawkami :-)

sernik to wyjątkowe ciasto. zrobienie dobrego sernika to prawdziwa sztuka. ja jej – niestety – nie posiadłam. z jednym wyjątkiem: sernikiem na zimno. przepis dostała mama od koleżanki. łatwy w przygotowaniu, pod warunkiem posiadania blendera :-)
składniki:
herbatniki na spód
2 litry mleka
2 duże pojemniki gęstej śmietany (ja używam 18%)
5 jajek
szklanka cukru pudru (u mnie raczej ¾ szklanki)
kostka margaryny (250g) najlepiej wyjąć z lodówki, żeby była miękka
rodzynki, galaretki typu żelki*  (niekoniecznie, ale te dodatki pasują jak ulał)
1 kg truskawek
2 galaretki do polania (najlepiej truskawkowe)

do dużego garnka wlać mleko, podgrzewać. osobno wymieszać śmietanę z jajkami. wlać do ciepłego mleka. zagotować. po zagotowaniu powstaje ser. pogotować chwilę, uważając żeby mleko się nie przypaliło. wyłączyć, pozostawić do przestygnięcia. jak trochę przestygnie, przelać zawartość garnka do drobnego sitka. na sitku zostaje ser, który jeszcze przez czas jakiś oddaje płyn. dlatego należy pozostawić go na sitku do czasu całkowitego ostygnięcia. 
zimny ser przekładamy do miski. dodajemy margarynę** i cukier puder***. ucieramy blenderem na wysokich obrotach do uzyskania kremowej konsystencji (końcówką jak do ucierania zup na krem). trochę napowietrzamy, wtłaczając powietrze do masy. masa serowa powinna być jednolita, lekko płynna. 
gdy masa jest gotowa, wsypujemy po garści rodzynek i pokrojonych galaretek. w wersji de lux: po półtorej ;-)
średnią tortownicę wykładamy herbatnikami.  na herbatniki przekładamy masę serową. na ser układamy ściśle truskawki. wstawiamy do lodówki.
przygotowujemy galaretkę owocową z połowy wody podanej na przepisie. czekamy aż zacznie się ścinać **** i zalewamy owoce.  ponownie wkładamy do lodówki.
najlepiej odczekać kilka godzin (noc) aż sernik dobrze się zetnie. choć czasem trudno czekać tak długo ;-)
S M A C Z N E G O :-)


*   mogą być to miśki żelowe albo galaretki w cukrze kupowane na wagę
** w miarę nabierania doświadczenia można dodać mniej niż całą kostkę. ja daję od 2/3 do całej w zależności od konsystencji masy serowej.
*** do masy serowej dodajemy pokrojone galaretki. jeśli są to galaretki w cukrze możemy zmniejszyć ilość pudru, żeby nie było za słodko  
**** ja czekam, bo zdarzało mi się, że po zalaniu nie ściętą galaretką, przeciekała gdzieś i wyciekała z formy. nie lubię tego, więc zalewam tężejącą :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...