25 sierpnia 2011

śliwkowo mi

śliwkowo. fioletowo. pachnąco.

trzecie w tym roku ciasto ze śliwkami pachnie z piekarnika.  w tym przypadku powiedzenie: „do trzech razy sztuka” nie działa :-). śliwkowe – jesienią i  rabarbarowe – wiosną to u mnie hity. powtarzam wielokrotnie. dużo śliwek i mało ciasta to mój przepis na sukces. ten zapach…  całe mieszkanko pachnie.  nie są to jeszcze węgierki, ale od czegoś trzeba zacząć :-). 

a potem powidła węgierkowe. z chałką. do tego kubek zbożowej kawy. znów marzę :-)

skoro  śliwkowo: to też lawendowo i wrzosowo. lawendę polubiłam, gdy dostałam krzaczek od Ani i zaczął kwitnąć na balkonowym ogródku. niedawno widziałam w sklepie naręcza sztucznej lawendy. poupychane w cynkowe wiadra, wiklinowe kosze, jasne donice -  mimo tego, że sztuczne - wyglądały pięknie!  zastanawiałam się czy nie kupić dla Ani na zbliżającą się parapetówkę. w końcu nie kupiłam i nie jestem pewna, czy nie będę żałować.

wrzosy to wspomnienie nastolatki. wrzosowe łąki, długie popołudnia z Adasiem, jeżyny prosto z krzaka. 

dużo fioletu. ciacho wzywa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz